


|
SAMOTNOŚĆ DŁUGODYSTANSOWCA Znowu łazienka do roboty. Która to już w tym roku? Chyba piąta, albo szósta, nie pamiętam. Diabli nadali, znowu ciemno, zimno i wilgotno. Łysa żarówka dynda na kablu. Czajnik elektryczny na kawałku cegły i wiadro pod wystającym ze ściany kranem. Znowu musiałem skuwać tynki, chyba Hufce Pracy kładły je jeszcze za Gierka. Nażarłem się tego pyłu, włosy mam jak druty i nie ma się nawet gdzie wykąpać na fajrant. Będę musiał tak tłuc się przez miasto do domu. Nawet nie ma do kogo gęby otworzyć. Gruz trzeba wynieść na dół, czwarte piętro bez windy, diabli nadali. Od tych wiader będę miał ręce do kolan. Jutro klient przywozi płytki, przynajmniej kupił tam, gdzie mówiłem i będą w dobrym gatunku. Mam nadzieję, że pomoże wnosić. Ja kupuję worki, więc sam będę musiał je tu dźwigać. Muszę sobie wziąć pomocnika, sam nie daję już rady. Kręgosłup mi wysiada i z kolanami też muszę do lekarza. Ale młodzi mają teraz wymagania. Stówka dniówki na dzień dobry, a uczyć się fachu nie chcą. Jak już trochę lizną roboty to na swoje uciekają, a potem telefon: -Panie, popraw pan po tym partaczu, tylko szybko, bo z bałaganem zostałem. I znowu sam muszę skuwać, wynosić, diabli nadali. A może zatrudnię się w firmie. Przynajmniej będzie z kim porozmawiać, kawy się napić. Towar szef przywiezie, nie będę zajeżdżał swojego samochodu. Młody przyniesie towar, posprząta. Narzędzia też dostanę, nie tak dobre jak moje, ale co zrobić. Tylko tam będę bezimienny. Szef zgarnia kasę i pochwały. A ja mam już dobrą markę, pracuję w tym od kilkunastu lat. Byłem pół roku na robocie za granicą, żadna rewelacja. Myślałem, że nauczę się czegoś nowego. Ale to ich fachowcy mogliby się od nas wiele nauczyć. Po niemiecku trochę >szprecham<, chciałem ich poznać, pogadać, ale traktowali mnie jak Kunta-Kinte. Może forsa trochę lepsza, ale za to bez rodziny, przyjaciół, znajomych. Po pół roku już nawet do siebie gadałem po niemiecku. Teraz u nas zarabia się dużo lepiej. Zleceń mam do połowy przyszłego roku i ludzie ciągle dzwonią. Z płatnościami też nie ma kłopotu, biorę roboty tylko z polecenia. Graty mam najlepsze, dorobiłem się. Umiem to robić, wiem, że jestem dobry, ludzie mnie cenią. Tylko, co mi z tego. Zasuwam 6-7 dni w tygodniu po 10-12 godzin. Po robocie prysznic, kolacja i spać. Na urlopie nie byłem od czterech lat, w tym roku żona pojechała na wczasy sama, diabli nadali. Syn zmienił szkołę, a ja nawet nie wiem na jaką. Muszę coś zmienić, długo tak nie pociągnę. Puszczę tę robotę kumplowi, napisał posta na forum, że ma dwa tygodnie luzu. Skończę w domu schody i zrobię obudowę wanny. Wyrzucę tą okropną wykładzinę ze schodów, wstyd dla glazurnika. Jak żona wróci, będzie miała niespodziankę. Syn wraca z kolonii, zabiorę go w góry, mam nadzieję, że jeszcze będzie chciał ze mną pojechać. Na portalu, na forum zalogowali się jeszcze Wojtek i Mariusz. To już prawie wszyscy z naszego kursu mistrzowskiego. Jeszcze zostało dwóch, ale oni chyba zostali za granicą i nie wiedzą o portalu. Trzeba zdobyć do nich kontakt, tam też się mogą zalogować. Paweł będzie miał ich numery. Krzysiek namawia nas na udział w zawodach glazurniczych. Może się zdecyduję, nie samą robotą człowiek żyje. Widziałem na portalu i w gazecie relacje z poprzednich mistrzostw. Ci co brali udział, mówili na forum, że impreza była super. Chłopaki z wcześniejszego kursu umawiali się na forum, że wezmą jakąś robotę wspólnie. Każdy jest na swojej działalności, ale będą działać razem. To mi się podoba. Jak wrócę do domu, włączam kompa, odpalam „www.glazurnicy.pl” i rzucam temat do moich. Umawiamy się z chłopakami z kursu na grilla, zaraz po wakacjach. Niektórzy jednak odpoczywają. Chodzą słuchy o kryzysie i recesji. Podobno mniej się teraz buduje. Zlecenia mogą się skończyć. Rzeczywiście mniej ludzi ostatnio dzwoni. Może reklama na portalu? Muszę zebrać fotki z moich wcześniejszych robót i wrzucić na portal. Poczekam, aż syn wróci, młodym jakoś lepiej wychodzi obcowanie z komputerem. Ciekaw jestem, jak wypadnę w porównaniu z innymi. Fajna rzecz, ten portal. Wcześniej nie wiedziałem, że tylu chłopaków zasuwa na kolanach. Każdy sam, ale za to jest nas dużo. Wasz Paweł Zawodowiec |
Copyright © Polskie Zrzeszenie Płytkarzy