


|
„Anglicy robią wszystko inaczej.” Z Panem Krzysztofem Małeckim, „Mistrzem Glazurnikiem”, członkiem Polskiego Zrzeszenia Płytkarzy rozmawia Paweł KrólikowskiP.K. – Wróciłeś niedawno z „wysp brytyjskich”, prawda? K.M. - Byliśmy w Londynie, wyjechaliśmy tam na początku 2005 roku P.K. – Pojechaliście na umówiona robotę? K.M. - Tak, pracę załatwił nam znajomy, który był tam od 8 lat, przynajmniej tak twierdził. Pracował tam, dostał zlecenie i dzięki temu pojechaliśmy na konkretną robotę. To był taki blok mieszkalny, w którym mieściły się 32 mieszkania, 3-pokojowe i 4-pokojowe. Wszystkie do remontu. Wykupiła to jakaś kompania, która zajmuje się dzierżawą. Wszystko rozwalili i zlecili kompleksowy remont. My mieliśmy remontować mieszkania w środku. P.K. – Długo tam byliście? K.M. - Pół roku. Firma w której pracowaliśmy miała swój harmonogram, którego powinni się trzymać, ale mieli straszne opóźnienia. Okazało się też, że znajomy, który nas tam ściągnął ma problem z alkoholem. Po pierwszej wypłacie „poszedł w długą” i musieliśmy wysłać go do Polski. Zostaliśmy tam zdani sami na siebie. P.K. – Nie było kłopotów z językiem? K.M. - Nie za bardzo. On miał być naszym tłumaczem. Na szczęście miałem język angielski na studiach parę lat temu. Ponieważ byłem kujonem, dużo zostało mi w głowie i jakoś się dogadaliśmy. Nie było łatwo. Niby mieliśmy punkt zaczepienia, ale musieliśmy im udowodnić, że potrafimy coś robić. Tam jest zupełnie inna technologia niż u nas. Wszystko robią inaczej. Według mnie ich metody są przestarzałe, tamtejsi budowlańcy to konserwatyści. Niby mają to samo co u nas , ale sposób wykonania bardzo się różni. Np. ściany się plastrowało, to taka nasza gładź, ale mają materiał który kładzie się na mokro. Narzędzia do wykonywania tej technologii są inne niż u nas. Popatrzyliśmy przez chwile na ich pracę, potem przynieśliśmy sobie drabiny i zaczęliśmy kłaść ich gładź naszym sposobem przy pomocy kielni. My staliśmy na drabinach, Anglicy na rusztowaniach lub na szczudłach. P.K. – Wspominałeś też o płytach GK, że kładą je odwrotnie niż my, na lewą stronę. K.M. - Oni na wszystko kładą gładź, którą lepiej nakładać na lewą stronę. Polacy się z tego wyśmiewali ale ja myślę, że oni mają swoje racje, np. wszystkie okna otwierają się na zewnątrz, gdyż silny wiatr mógłby otworzyć okno, które otwiera się do wewnątrz P.K. – Po skończonym zleceniu szukaliście dalej roboty na własną rękę ? K.M. - Było ciężko. Trudno jest przekonać kogoś, że potrafisz robić, jeśli nie umiesz mówić. Na szczęście okazało się, że kierownik tej budowy robił nadbudowę swojego domu i chodziliśmy mu pomagać w soboty i niedziele. Kompania, w której pracowaliśmy to byli Żydzi, więc mogliśmy pracować w niedziele, ale nie w sobotę. Dzięki pracy u kierownika okazało się, że jednak znamy się na swojej robocie. Pokazał nam co i jak, a potem dał nam 4 mieszkania do remontu. Dla mnie nowością było to, że na idealnie gładkie ściany kładzie się tapetę, ale ich tapeta w niczym nie przypomina tej naszej. To jest normalny papier, gładki, potem się to maluje. W farbach dominuje marka Dulux. Rzeczywiście tak przygotowane ściany wyglądają idealnie. Ponieważ pracodawca był z nas zadowolony dostaliśmy kolejne 6 mieszkań do remontu. P.K. – Z wieloma Polakami się zetknąłeś ? K.M. - To była spora budowa i było tam kilku Polaków, ale nie mam dobrych wspomnień z nimi związanych. Potem poznaliśmy pewnego Anglika, który zajmował się załatwianiem różnych robót i rzeczywiście kilka zleceń nam załatwił. Polska firma nie dostanie sama pracy u Anglika, potrzebne są referencje. Zresztą u nas też są potrzebne. P.K. - W jaki sposób Anglicy postrzegali Polaków jako wykonawców? K.M. - Jako tanich i dobrych robotników. Polacy pracowali tam za śmieszne pieniądze. Teraz już nie opłaca się tam pracować. Zresztą już wtedy się nie opłacało. P.K. -Po pół roku wróciliście do Polski. Nie straciłeś w kraju kontaktów ? K.M. - Gdy wyjeżdżaliśmy ciężko było o robotę w kraju, ale gdy wróciliśmy przystąpiłem do 4 przetargów i wszystkie od razu wygrałem. Miałem problem z ich realizacją bo nie spodziewałem się, że wygram wszystkie. Przez te pół roku gdy mnie nie było, Polska zmieniła się nie do poznania. Technologia poszła do przodu. Anglicy nie są zbyt otwarci na jakiekolwiek nowinki. P.K – Trudno się było z Tobą umówić. Nadal masz dużo roboty ? K.M. - Bardzo dużo. Nie żałuje, że byłem w Anglii ale teraz już bym nie wyjechał. Za bardzo tęskniłem za krajem. Na początku wszystko mnie interesowało, ale gdy już to i owo zobaczyłem, zacząłem się nudzić. P.K. – Mieliście tam jakiś wolny czas ? K.M. - Tak, ale poświęcaliśmy go na dodatkowe fuchy. P.K. – Co byś poradził tym, którzy myślą o wyjeździe za granice? K.M. - Trzeba się nauczyć wszystkiego od nowa. Technologia jest inna i potrzebne są inne kwalifikacje. Mały jest wybór płytek. Klej służy również do fugowania. Wszystko jest inne, nawet krany są dwa, do ciepłej i do zimnej wody osobno. Trudno się umyć. To jest ich taka tradycja. P.K. – Stołowaliście się we własnym zakresie ? K.M. - Tak, w Londynie jest wielu Polaków i są już typowo polskie sklepy. Można było dostać polski chleb. Angielskie jedzenie jest inne niż nasze i nie za bardzo mi odpowiada. P.K. – Dziękuję za rozmowę. K.M. – Ja również. |
Copyright © Polskie Zrzeszenie Płytkarzy