


|
„Amerykanie bardzo szanują polskich pracowników.” O pracy w Stanach Zjednoczonych opowiada Pan Marek, Mistrz Glazurnik, członek Polskiego Zrzeszenie Płytkarzy.Panie Marku, jak się zaczęła Pana zagraniczna przygoda? Właściwie to nie wyjechałem tam w celach zarobkowych. Chciałem zmienić klimat. Odpocząć od tego co tutaj się dzieje. Coś zwiedzić, zobaczyć. Znajomy, który ma obywatelstwo amerykańskie zaproponował mi żebym tam pojechał. Pomyślałem, że takie doświadczenie może mi się przydać. Dużo zobaczyłem, poznałem nowych ludzi, inną kulturę, trochę popracowałem i wróciłem do kraju. Jakie były pierwsze spostrzeżenia po rozpoczęciu przez Pana pracy?Amerykanie bardzo szanują polskich pracowników - oczywiście mówię cały czas o budowlance. Uważają, ich za doskonałych fachowców. Niestety praca w Stanach, wiąże się z pewnymi ograniczeniami dla Polaków. Jest bardzo trudno zdobyć pozwolenie na legalną pracę, ale myślę, że warto o nie powalczyć. Amerykanie mają bardzo wysoko rozwinięty system ubezpieczeń. Większość firm wymaga ubezpieczenia robót, które wykonują. Inwestorzy wkładają w remont ogromne pieniądze, dlatego pilnują ubezpieczeń, z których będą mogli skorzystać w razie jakiejś awarii lub zniszczenia czegokolwiek. Równie ważne są ubezpieczenia socjalne dla pracowników. Ktoś, kto pracuje nielegalnie nie może z tego przywileju skorzystać. Dla przeciętnego człowieka zdobycie pozwolenia jest wręcz niemożliwe. Są tam dużo ostrzejsze przepisy niż w krajach należących do Unii Europejskiej. Z tego co Pan powiedział, wcale nie jest łatwo o miejsce na amerykańskim rynku pracy. Czy spotkał Pan także pracowników z innych państw niż Polska? W rzeczywistości w Ameryce pracuje „połowa świata”. Każdy naród specjalizuje się w innej gałęzi branży budowlanej. Polacy to złote rączki. Początkowo w to nie wierzyłem, ale przekonałem się na własne oczy. Prawdziwy Amerykanin, jeśli chodzi o budownictwo ma dwie lewe ręce. Oczywiście nie mówię, że wszyscy tacy są, ale zauważyłem, że brak im dokładności, której my jesteśmy nauczeni. Często Polacy poprawiają błędy amerykańskich fachowców. Praca Amerykanów nie zawsze wiąże się z jakością wykonania. Oczywiście są to tylko moje obserwacje. Jak rozumiem, mogą się jeszcze wiele od nas Polaków nauczyć? Jeśli chodzi o branżę budowlaną, myślę, że tak. W takim razie proszę nam zdradzić, czy widział Pan jakieś ciekawe narzędzia glazurnicze, nowe technologie, które nasz rynek powinien przejąć? Niestety, glazurnictwo jako dziedzina budownictwa w Stanach totalnie kuleje. W Polsce, przeciętnego Polaka stać tak naprawdę na więcej, jeżeli chodzi o wykończenie wnętrz płytkami, obojętnie czy jest to kamień, gres czy płytki ceramiczne. Przeciętny Amerykanin mieszka w drewnianym domu, gdzie płytek nie ma wcale, lub jeśli są, to w znikomej ilości i tylko w miejscach, szczególnie narażonych na działanie wody, jak prysznice czy umywalki. Oczywiście są to proste, gładkie i jak najtańsze płytki. Częściej stosuje się materiały naturalne, głównie drewno, które musi być specjalnie zaimpregnowane. Modę na płytki zapoczątkowali Europejczycy, którzy płytkami wykańczają własne domy i mieszkania. Amerykanów dziwi widok płytek w salonie, ale powoli przekonują się do tego rodzaju rozwiązań. Płytki są łatwiejsze w utrzymaniu niż drewniany parkiet. Znam pewną polską rodzinę. Przywieźli z Polski pomysł na wykończenie płytkami swojego domu w Stanach. Wielu odwiedzającym ich Amerykanom bardzo się to podobało. Z tego, co Pan powiedział o znikomym zapotrzebowaniu na usługi glazurnicze można wywnioskować, że nie spotkał się Pan z profesjonalnymi narzędziami do cięcia glazury.Spotkałem się, choć nie trafiłem na specjalistyczne sklepy, gdzie sprzedawane są narzędzia, takie jak u nas Rubi, Montolit. Nie trafiłem do takich sklepów, ponieważ nie było takiej potrzeby. Narzędzia są dostępne w marketach budowlanych, jednak ich wybór jest raczej skromny. W większości są to narzędzia do obróbki ręcznej. Spotkałem jedno narzędzie, które bardzo chciałbym mieć, maszynę do cięcia na mokro, dużych płyt, dużych grubości, firmy Ridgid. Narzędzia, w przeliczeniu na złotówki są dwukrotnie tańsze niż w Polsce. Opłaca się sprowadzać narzędzia, nawet po doliczeniu kosztów przesyłki. Czyli opłaca się pojechać tylko na zakupy? Oczywiście, znam takie osoby. Pracują w branży budowlanej, ale nie w glazurnictwie. Sprowadzają maszyny do drewna, bo rzeczywiście tego rodzaju maszyn jest tam pod dostatkiem. Większość amerykańskich domów budowanych jest z drewna. Nie każdego stać na murowany dom. Może dlatego, że nie mają fachowców od tego. Widziałem chyba jeden murowany dom, oprócz oczywiście wielkich stalowych wieżowców. Z tym wiąże się właśnie małe zapotrzebowanie na prace glazurnicze. A jak wygląda sytuacja jeśli chodzi produkty chemii budowlanej? Czy amerykańskie kleje do płytek różnią się od tych dostępnych w Polsce? Mam wrażenie, że Amerykanie boją się konkurencji z Europy, choć niepotrzebnie bo dostępne tam produkty nie odbiegają jakością od tych dostępnych w naszym kraju, a czasem nawet je przewyższają. Są oczywiście tańsze niż te dostępne w Polsce, gdzie trzeba sporo zapłacić za dobrą jakość. Nie trzeba zatem oszczędzać materiału, co niestety uważam za wadę. Dlaczego? Jestem raczej oszczędny. Wprawiłem w zdziwienie moich amerykańskich kolegów, gdy zobaczyli, że po skończonej pracy myję narzędzia. Oni traktują wiele rzeczy jednorazowo. Raz ubrudzone wiadro wymieniają na nowe. Czy chciałby Pan tam kiedyś wrócić? Niedługo wybieram się tam z rodziną, ale tym razem turystycznie. Dziękuję za rozmowę. Aleksandra Rokicka-Szymajda |
Copyright © Polskie Zrzeszenie Płytkarzy